Po paru miesiącach udawania, że nie ma sprawy, także rząd publicznie uznał, że dotyka nas gospodarczy kryzys. Niestety wydaje się, że jak dotychczas nie przełożyło się to na konkretne i konsekwentne jego działania.
Polityka gospodarcza – moim zdaniem - nadal nieadekwatna do sytuacji. Wynika z niewłaściwych przesłanek i ocen. Ciągle bowiem dominujący rządowi decydenci i ich doradcy zakładają, że nasze trudności są spowodowane wyłącznie czynnikami zewnętrznymi, zostaliśmy zainfekowani przez innych, ale fundamenty polskiej gospodarki są zdrowe, tak więc jesteśmy w zasadzie uodpornieni na kryzys. Owszem grozi nam katar, kaszel i może nawet gorączka, ale sobie ze światową epidemią grypy poradzimy i to znacznie lepiej niż inni. Powikłań nie będzie, byle się odpowiednio ubierać i odżywiać, sięgać po mocną aspirynę i odpowiedni syrop. Szybko wyzdrowiejemy i będziemy mocniejsi, uodpornieni na kolejne infekcje, których źródła są gdzie indziej.
Nie jest jednak tak, że całe zło w naszej gospodarce ma zewnętrzne źródło. Ma ona liczne swoje słabości, na które polityka gospodarcza w latach 2006-2008 albo ogóle nie reagowała, albo reagowała w stopniu niewystarczającym. Niektóre problemy zostały wręcz zaostrzone, vide sytuacja w przemyśle stoczniowym czy elektroenergetycznym. I gdyby nawet nie było światowego kryzysu gospodarczego bylibyśmy w kłopocie, choć z pewnością nie aż tak wielkich jak teraz tarapatach. To zewnętrzny szok przeobraża spowolnienie w recesję, ale spowolnienie to już nasz własny dorobek.
Kryzys gospodarczy nakręca także psychologia, nasze zwątpienia i lęki, obawa przed przyszłością. Jeśli tracimy nadzieję, że może być lepiej, sprawy muszą iść gorzej, bo rezygnujemy w działania, a szukamy tylko zabezpieczenia. Ale z tego nie może wynikać, że ludziom da się wmówić, że będzie lepiej i zaraz będzie lepiej. Parę tygodni temu premier wraz z dwoma ministrami ogłosił „Plan stabilności i rozwoju” i zapowiedział, że na jego realizację przeznaczy 91,3 mld zł. Parę tygodni później okazało się, w budżecie brakuje 17 mld zł i trzeba ciąć wydatki. Co z tego wynika poza wrażeniem bałaganu i braku koncepcji? Najpierw pod hasłem nie wywołujmy paniki, zapewniano, że nie ma mowy o kryzysie, a chwilę potem podejmowane są działania wskazujące, że sytuacja staje się bardzo zła.
Niepewność nie ustąpi za sprawą deklaracji i zapewnień. skoro ścieżka wyjścia jest bardzo wąska, to rząd musi ją jasno wyznaczyć i konsekwentnie podążać. Liczą się zapowiedzi przygotowanych działań, a nie zapowiedzi bez realnych działań. Wtedy i tylko wtedy ustąpi wrażenie, że skoro tak nerwowo reagują, to musi być gorzej niż się sądzi.
Prof. dr hab. Jerzy Hausner
Prof. dr hab. Jerzy Hausenr byłemszefem doradców wicepremiera Grzegorza Kołodki w rządzie Włodzimierza Cimoszewicza, następnie pełnomocnikiem rządu ds. reformy zabezpieczenia społecznego. Jest autorem pakietu ustaw, które rozpoczęły proces zmian w polskich ubezpieczeniach społecznych. W 1996 powołany został do Zespołu Doradców Ekonomicznych prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego.
W październiku 2001 wszedł w skład gabinetu Leszka Millera, jako minister pracy i polityki społecznej. Po zmianach strukturalnych w administracji rządowej od stycznia 2003 został ministrem gospodarki, pracy i polityki społecznej, od czerwca 2003 także wicepremierem. Forsował plan rządu naprawy finansów publicznych (nazywany planem Hausnera), który w większości nie doczekał się realizacji.
