zaczyna się następny i warto popatrzeć na handel – cały sektor – z lotu ptaka, niejako z góry; popytać o rolę jaką odgrywa w gospodarce, ale i o to jak widziany jest wśród przedsiębiorców różnej „proweniencji” oraz pośród polityków. Jak ma się ów handel wobec kryzysu, o którym ci ostatni coraz częściej mówią, jakby szukali jakiegoś „mannerly excuse” (grzecznego wytłumaczenia) wobec czegoś co nadchodzi (jak to przyszłość), a co może użyte być „przeciwko”. Warto spojrzeć na „to wszystko” z góry i zapytać o wagę handlu w zmiennej rzeczywistości gospodarczej, politycznej, klimatycznej. Nie po to by dać wyraz szacunku dla tradycyjnych podsumowań w związku ze zmianą numeracji dat, ale po to, by korzystając z kilku dni świąteczneej ulgi w dźwiganiu codzienności, zdobyć się na coś w rodzaju refleksji – mniej może precyzyjnej i zadedykowanej konkretnej sprawie, ale – i może właśnie dlatego – skłaniającej ku rozumieniu świata w którym przyszło nam żyć, świata polskiego handlu.
Co się sprawdziło? – oczywiście spośród tez z moich wielu w ostatnich kilku miesiącach potyczek, polemik, deklaracji i analiz. „Nadąwszy” się powiedziałbym – wszystko, ale… zarozumialstwo jest bardzo złym doradcą, więc tak nie powiem. Owszem, sprawdziła „mi się” głoszona od lat teza, ze restrykcje legislacyjne w porządku prawnym RP nie mają szans na dłuższy żywot. Być może politycy chcą i nadal chcieć będą sięgać po legislacyjne pomysły w stylu „ustawy o woh”, ale istnieją jeszcze w naszym kraju sądy i to daje nadzieje, że warto tu inwestować i rozwijać nowoczesny handel. Bo gospodarka chce i może go podźwignąć, ku wielostronnej radości różnych interesariuszy. Owszem sprawdziła mi się teza o rozkwicie sklepów mniejszych formatów, pomieszczonych w nowoczesnych systemach sieciowych, ale… Mieli to uczynić zagraniczni inwestorzy, a uczynili krajowi – nad wyraz zresztą sprytnie i skutecznie (i tanio!). Tak więc stało się nieco inaczej, choć nie aż tak nieco. W ogóle ten krajowy handel dokazuje – miał być stłamszony, tu AC Nielsen doniósł, że ma 57%w kanale nowoczesnym, co mnie akurat nie zaskakuje, ale może przewrócić światopogląd jego zapamiętałym obrońcom, stojącym na pozycjach „narodowego skansenu”. Jaki stąd wniosek generalny? Ano handel „cwałuje” – integruje systemy zakupów, dystrybucji, wsparcia, wzmocnień systemowych (marketing, komunikacja, nowe formy zarzadzania łańcuchami, etc); wciąga w nowoczesność to już jest w potencjale powierzchni handlowych, ale i inwestuje tworząc nowe potencjały – od sklepów małych (conveniece, delikates, dyskont) po wielkie, wielofunkcyjne centra i parki handlowe. I co z tego? - powie sceptyk. A ja mu odpowiem – ano, nie potwierdziły się kasandryczne prognozy wrogów segmentu nowoczesnego, że dojdzie do jakieś dominacji, wyniszczenia małych form handlowych, supresji producentów, itp. Handel kwitnie wszystkimi swymi konarami i gałęziami, ale…
Zjawiska kryzysowe w gospodarce światowej Polski nie ominą, nie ominą też i naszego handlu. Trzeba się z tym mądrze liczyć, ale też i trzeba być racjonalnym optymistą. Akurat handel bowiem jest tym sektorem, który w istocie jest nieźle zaimpregnowany przeciwko zjawiskom kryzysowym. Przede wszystkim za bardzo niewielkie pieniądze konsolidował się on w ciągu ostatniego roku (no – lat dwóch)- nie jest więc pozbawiony „zapasu” i to w stosunkowo stabilnej, dobrej walucie. Procesom jego integrowania i konsolidacji przewodziły firmy polskie, sklejające potencjał sieci i rynków lokalnych na bardzo sprytnej zasadzie – w każdym razie wyszło tanio, w oparciu o cash-flow w znacznym procencie i niewielkie kredyty inwestycyjne, z rynku krajowego. Tak się akurat złożyło, że kto nie korzystał z zewnętrznych (tj. pozakrajowych źródeł finansowania, nie sięgał po środki do krain „wielkiego lewara”, nie wspierał się o instrumenty pochodne, dziś ma handicap – kupił czas w trakcie nadchodzenia kryzysu i polskie (takoż i inne z pochodzenia, ale działające w Polsce) podmioty takimi kupcami w większości właśnie są. Co dalej? – oczywiście spadki w produkcji, redukcje eksportu dotkną nas, czyli sektor handlu za jakiś czas( być może już niektórzy to czują), degresja w rynku pracy objawi się nam jako zwolnienie dynamiki wzrostu popytu, trudniej będzie inwestować, bo trudniej już jest o pieniądze, ale…
Pamiętajmy, ze kryzys to wejście rynku w różnorakie i zawsze makroekonomicznie groźne (tzn. nieporównywalne co swej genezy i przebiegu) zjawiska deflacyjne. Ale tak się akurat składa, że właśnie handel może na tym zarobić lub nie pozwolić na przesadne straty. Kilka zjawisk. Spadki zamówień eksportowych dla przykładu pozwolą na nadwyżki produktów na rynku wewnętrznym, co handel - przykro to powiedzieć, ale tak będzie – wykorzysta. I dalej - wszyscy rzucą się do cięcia kosztów, my też – ale, z poziomu taniejących produktów, itp. W rynku będzie mniej pieniędzy, ale i my do tego się dostosujemy i będziemy trwać i rozwijać się – wolniej, ale jednak. W efekcie, wobec – jak mówią analitycy rynku – wolniejszego spadku zatrudnienia niż produkcji (co samo w sobie dobre nie jest, ale daje się wykorzystać) utrzymanie wzrastającego rynku sprzedaży detalicznej nie będzie aż taką sztuką. Oczywiście, będą też i tego koszty – jednym uda się ta adaptacja do kryzysu, innym nie; strategie rynkowe będą bardzo dynamicznie zmieniane – celując w punkt sukcesu pomiędzy szansą na udany dyskont i złotym strzałem w towary „Premium” (jak wiadomo w kryzysie mające paradoksalnie doskonałe wzięcie); być może wyklarują się listy przejmujących i przejmowanych. Co by się jednak nie działo, sektor poradzi sobie dobrze(kto wie, może na tle ogólnych spadków gdzie indziej „przeciągnie” ponad linią 20% PKB…).
Handel stanie się podstawową barierą antykryzysową dla gospodarki – tu podtrzymany zostanie ruch w gospodarce, co tym bardziej będzie widoczne na tle spadków w produkcji. Rodzi się więc ważna uwaga do polityków: niech was, Panie i Panowie, ręka boska broni przed pokusami „pomocnej dłoni” w walce producentów o lepsze ceny – otoczenie deflacyjne odnosi się do całej UE i do wielu gospodarek poza nią. Jeśli wpadniecie na pomysły dokręcania śruby handlowi, to ten sięgnie po import – i wtedy zaczną się prawdziwe kłopoty. Ale racjonalny optymista (niżej podpisany) wie, że tego nie zrobicie (czy aby na pewno?) i po jakimś czasie (moim zdaniem mniej więcej po roku) bogatsze kraje zaczną wychodzić z kryzysu, szukać wysuszonych inwestycyjnie rynków (a nasz takim może być), wychodzić ku nowej hossie. Za nimi ruszą nasi, rynek się zacznie nasycać pieniędzmi od nowa itd. – wedle logiki cyklu. A dzięki czemu i komu tak będzie? – w znacznym stopniu dzięki handlowi właśnie, który kryzysowi „nadgryźć się” da najmniej. Zatem z Noworocznymi Życzeniami wnoszę zarazem noworoczny optymizm – właśnie ten racjonalny. Będzie trudno, ale” nadziejnie”.
