Odkąd przed ponad rokiem objąłem prezesurę Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, często słyszę pytanie, czy Ukraina jest atrakcyjnym rynkiem dla polskich inwestorów czy też lepiej omijać ją z daleka?
Nie chcę uprawiać tu taniej propagandy i deklarować, że Ukraina jest wymarzonym miejscem do robienia interesów. Nie jest – wszystkie przedstawicielstwa dyplomatyczne, polskich nie wyłączając, przestrzegają potencjalnych inwestorów przed m.in. niewydolnością tamtejszego wymiaru sprawiedliwości, lekceważeniem obowiązującego prawa przez organa administracji, korupcją, trudnościami eksporterów w uzyskaniu zwrotu VAT-u czy wreszcie rejderstwem, czyli nielegalnym przejmowaniem firm. W sytuacji, gdy bezrobocie wynosi zaledwie 1,8 proc. musimy liczyć się też z trudnościami w skompletowaniu kompetentnego i lojalnego wobec firmy personelu.
Statystyki pokazują jednak, że mimo wszystkich niebezpieczeństw i niedogodności Ukraina nie jest państwem, które jest omijane przez zagranicznych inwestorów. Także z Polski. Obecnie na Ukrainie działa już ponad tysiąc firm z udziałem polskiego kapitału a skumulowana łączna wartość naszych inwestycji w tym kraju przekracza 700 mln dolarów, z czego ponad 300 mln napłynęło w ub.r. Tych inwestycji nie byłoby przecież, gdyby były one zbyt ryzykowne a z rachunku ekonomicznego wynikało, że nie będą opłacalne. Ukraina ma wiele atutów – duży (większy niż polski) rynek wewnętrzny, bogactwo surowców, bliskość wielkiego rynku rosyjskiego. „Za” przemawia też wejście Ukrainy w maju br. do Światowej Organizacji Handlu, czego konsekwencją jest redukowanie barier dostępu do jej rynku i coraz szybsze dostosowywanie prawa do standardów WTO.
Jacek Piechota, Prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej
