Do centrum handlowego M1 w Zabrzu od niedzielnego poranka przychodzili ludzie. Wielu z ciekawości. Chcieli zobaczyć, dokąd doszedł ogień.
W części centrum handlowego, do którego nie dotarły płomienie, handel ruszył już w sobotę wieczorem. Klienci mogli wybrać się na zakupy do Reala i Media Marktu. - Te sklepy chciały jak najszybciej wznowić sprzedaż. Wszystkie ekspertyzy dotyczące bezpieczeństwa klientów były pozytywne, więc nie było żadnych przeszkód - mówi Dominik Piwek, rzecznik grupy Metro, która jest właścicielem M1.
Pożar, który wybuchł w nocy z czwartku na piątek, strawił 20 proc. powierzchni centrum handlowego. Ogień całkowicie zniszczył sklepy budowlano-wykończeniowe Praktiker i Jysk. Ucierpiało także 11 mniejszych sklepów, część z powodu zalania wodą i zadymienia. Jak podkreślają strażacy, odpowiednio zadziałała samoczynna instalacja gaśnicza i kurtyny przeciwpożarowe. Najprawdopodobniej to właśnie dzięki kurtynom ogień nie objął całego centrum.
Do galerii handlowej kupcy wrócili na dobre w niedzielę. Narzekali jedynie na unoszący się w powietrzu swąd spalenizny. Małgorzata Jałocha, kierowniczka salonu odzieżowego KMX, może mówić o wielkim szczęściu. Jej sklep jest pierwszym, który oddziela kurtyna przeciwpożarowa. - Właściwie nie ma żadnego śladu pożaru. Od rana tłumnie odwiedzają nas klienci, żeby zobaczyć, czy istniejemy. Problemem jest tylko smród spalenizny, którym przesiąkły ubrania. Ale i tak nam się udało. Po drugiej stronie jest sklep Campusa. Ogień tam nie doszedł, ale towar jest zalany - mówi Jałocha.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
