O powołanie międzyresortowego zespołu, którego zadaniem byłoby zbadanie relacji, jakie zachodzą w handlu żywnością minister rolnictwa Marek Sawicki zabiegał od sierpnia ubiegłego roku. Pod koniec stycznia na jego czele stanął wiceminister rolnictwa Kazimierz Plocke. Stwierdził on, że głównym zadaniem zespołu jest przeanalizowanie relacji zachodzących między kolejnymi elementami łańcucha żywnościowego od producenta - do konsumenta.
Po miesiącu działania zespołu, którego pełna nazwa to „Międzyresortowy Zespół ds. Zwiększenia Przejrzystości Rynku Artykułów Rolno-Spożywczych i Poprawy Funkcjonowania Łańcucha Żywnościowego” okazało się, że jest to bardziej węzeł niż łańcuch. Może nie gordyjski, ale rozplątać go będzie niezwykle trudno.
Jeszcze pół roku temu wszystko było jasne. Kazimierz Plocke stwierdził, że zespół, którym kieruje będzie monitorować proces kształtowania cen, marż i opłat, które są stosowane przez sieci handlowe. Jego zadaniem miało też być stworzenie normalnych relacji pomiędzy trzema ważnymi segmentami rynku - wytwórcą żywności, przetwórcą i siecią handlową.
- Wyobrażam sobie taką sytuację, że jeżeli maleją ceny produktów rolnych to w sposób naturalny ceny finalne żywności powinny również spadać – mówił Plocke.
Nie pozostawiało to wątpliwości, że najwyższy udział w cenie produktów, które docierają do konsumenta miały mieć sieci handlowe. I chociaż nikt nie mówił tego głośno a część informacji prasowych dementowali przedstawiciele ministerstwa to właśnie sieci handlowe znalazły się na celowniku prac międzyresortowego zespołu.
Sytuację zmienił opublikowany w gazecie „Dziennik Gazeta Prawna” tekst na podstawie badań Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wynikało z niego, że udział w cenie produktów spożywczych sieci handlowych jest niższy niż udział wytwórców i producentów. Kilka dni później na stronach ministerstwa rolnictwa opublikowano analizę prof. dr hab. Andrzeja Kowalskiego Dyrektora Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wnioski profesora są diametralnie różne od tych zawartych w tekście z „Dziennika Gazety Prawnej”. Jego zdaniem to nie producenci windują ceny żywności, chociaż jak pisze „...można na podstawie poprawnych danych dojść do fałszywych wniosków...”. A skoro tak, to czy jest możliwe, żeby zespół wiceministra Plocke był w stanie rzetelnie poinformować konsumentów, na którym etapie łańcucha żywnościowego ceny produktu drożeją najbardziej. Skoro z badań jednego instytutu można wyciągać zupełnie różne wnioski to sukces może budzić wątpliwości.
Nie budzi za to niczyjej wątpliwości, że ingerencja polityki w gospodarkę opartą na konkurencji rzadko kończy się dobrze. I nie mają znaczenia intencje polityków, ani zakres zmian, choćby wydawały się one czysto kosmetyczne. W wywiadzie udzielonym „Gazecie Wyborczej” Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel prezes UOKiK stwierdziła, że na Europie zachodniej problem relacji między dostawcami a dużymi sieciami handlowymi jest obecny od lat. Ale nawet tam, gdzie to państwo decydowało się kontrolować relacje pomiędzy dostawcami a sieciami handlowymi skutkowało to podniesieniem cen w sklepach. W efekcie kraje gdzie wprowadzono takie regulacje w końcu wycofywały się ze swoich pomysłów i pozwalały rządzić mechanizmom gospodarki rynkowej.
Piotr Kaźmierczak
fot: Real
